niedziela, 15 lutego 2015

Od Hyorin

Otworzyłam szeroko oczy z przerażenia i głęboko wciągnęłam powietrze do płuc. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to już koniec, że wcale nie jestem do niczego zmuszana, a to był tylko sen. I mogę żyć swoim życiem. Czasem jednak nadal czułam te obślizgłe łabska na swoim ciele, albo twarde członki rozrywające moje wnętrze. Nie sposób było się od tego uwolnić, nawet jeśli minął już rok odkąd uciekłam. 
- Znowu ten sen? - usłyszałam głos Leizera. Jęknęłam cicho i odkryłam kołdrę. Znów spociłam się jak świnia i moja jedyna koszula nocna przykleiła się do mojego lepkiego ciała.
- Chyba muszę iść na zakupy... - powiedziałam do siebie, specjalnie ignorując pytanie smoka. Powoli wygramoliłam się z hotelowego łóżka i chwiejnym krokiem podeszłam do zapakowanej od kilku dni walizki. Wyciągnęłam taki sam czysty zestaw ubrań co zwykle i weszłam do łazienki. Szybki chłodny prysznic idealnie ostudził moje rozgrzane ciało i wybudził z przerażającego snu. Szybko się przebrałam i wyszykowałam do dalszej drogi. Kiedy wyszłam z łazienki, spakowałam do końca walizkę i pościeliłam łóżko. Potem zarzuciłam na głowę kaptur jedynej bluzy jaką miałam, żeby zasłonić niecodzienny kształt uszu i nie wzbudzać zbędnej fascynacji. Klucz zostawiłam na stoliku nocnym zaraz obok zapłaty za jedną noc w hotelu. Chwyciłam walizkę i wyszłam z pokoju, oglądając się jeszcze za sobą, sprawdzając czy czegoś nie zostawiłam. Zamknęłam drzwi i ruszyłam pustym korytarzem w stronę schodów. Wbiegałam na górę, przeskakując po dwa schodki, ale też starając się zachować ciszę. Kiedy dotarłam na strych, dość szybko znalazłam drabinę i właz prowadzący piętro wyżej. Weszłam na dach budynku i od razu westchnęłam z zadowolenia. Pogoda była w sam raz na podróż i na moje szczęście na niebie było dużo puszystych chmur nad którymi można spokojnie przelecieć. Uśmiechnęłam się lekko na widok Leizera, który siedział cierpliwie czekając na mnie.
- Lecimy? - rozległo się pytanie w mojej głowie, a ja pokiwałam potwierdzająco głową i wskoczyłam na grzbiet smoka.
- Lecimy... - westchnęłam radośnie, zostawiając za sobą wspomnienia z ludzkiego świata i wkraczając na nowy nieznany mi jeszcze teren. Wybrańcy smoków... byłam jedną z nich, ale nadal sama nie wiedziałam co to znaczy. Dlaczego akurat ja spośród wielu? Co było we mnie takiego niezwykłego? Wiedziałam już, że jestem inna nawet od naznaczonych, ale miałam nadzieję, że tam gdzie się wybieram, zdobędę odpowiedzi na moje pytania.

Leizer wylądował na ogromnym dziedzińcu akademika. Zeskoczyłam na ziemie i rozejrzałam się dookoła. W środku wyglądał zdecydowanie lepiej i przytulniej niż na zewnątrz. To chyba taki sposób, żeby odstraszać nieproszonych gości... W każdym razie podobało mi się i od razu polubiłam to miejsce. Uczniów było dość sporo, ale wiedziałam, że część z nich mieszkała w mieście, które krótko mówiąc nie przypadło mi do gustu. Tutaj było bezpieczniej, a to właśnie o to mi chodziło. O poczucie bezpieczeństwa. Przyglądałam się przechodzącym obok ludziom, a raczej naznaczonym. Nagle zobaczyłam dość przykuwającą wzrok dziewczynę. Bez zastanowienia podeszłam do niej, przy okazji pokazując Leizerowi, żeby na mnie poczekał.
- Ee... przepraszam? - spytałam i dotknęłam jej ramienia. Spojrzała na mnie iskrzącymi się oczami i uśmiechnęła. Nie dość, że na głowie miała istną galaktykę, to i oczy miała jak gwiazdy... Może jednak nie będę tu jedynym dziwadłem?
- Jestem tu nowa. - powiedziałam dość nieufnie. - Możesz mi powiedzieć, gdzie mogę się zapisać?
- Właściwie chciałam cie zapytać o to samo... - zaśmiała się cicho i spojrzała na kaptur na mojej głowie. - Co ukrywasz? - spytała, a ja od razu się speszyłam.
- Ja po prostu... - chciałam jakoś z tego wybrnąć, ale czy był sens? Skoro i tak prawdopodobnie spędzę tu dłuższą ilość czasu, to co mam do stracenia?
- A z resztą... - westchnęłam i zdjęłam kaptur, zarzucając swoje biało - siwe włosy na plecy. - Jak widzisz... jestem eee inna. - bąknęłam i spojrzałam na lekko zdziwioną dziewczynę.

<Lasair?>

Od Valerie

Może zacznę od tego, jak weszłam w posiadanie Cantha, a raczej jego jaja. 
Ale żeby do tego dojść, należy pogrzebać głębiej. Otóż od najmłodszych lat pakowałam się w różne kłopoty, ot tak - na złość rodzicom, którzy wszystkiego mi zabraniali. Zastanawiałam się czasem, czy to dlatego, że tak się buntowałam... Nie znałam życia bez szlabanów i "un-legal" wypadów poza dom... Częściej spędzałam czas z wilkami niż z ludźmi. Całe dnie przesiadywałam ze szczeniakami, przed czym o dziwo matki nie miały nic. Pozwalały mi na to, a ja się cieszyłam. 
Tak też zaczęła się moja przyjaźń z Li Mei, małą waderą, wychowywaną przeze mnie od szczenięcia. Mieszkała ze stadem w lesie, odwiedzałam ją co dziennie. Uczyłam typowo psich sztuczek i w rezultacie gdy wyruszałam do wioski poszła ze mną. 
Pewnego dnia gdy spacerowałam po lesie natknęłam się na młodą, uskrzydloną jaszczurkę. Nawiązałam z nią więź i nadałam imię Zair (był to samiec). Opiekował się mną, ale zawsze przejawiał nadmierną ostrożność, troskliwość o mnie. Wiecznie gderał, że narażam się na za duże ryzyko... ale zawsze ze mną chodził. Wreszcie miałam przyjaciela, z którym mogłam porozmawiać...
Tego dnia, a raczej nocy, szłam przez las z moją jaszczurką na ramieniu. 
"Coś wisi w powietrzu, mówię ci!" - oznajmił Zair, rozglądając się w popłochu.
- Według ciebie coś zawsze "wisi w powietrzu" - przypomniałam mu, prychając. 
"Ale tym razem coś SERIO jest nie tak, jak trzeba!" - pisnął. Już miałam mu coś odpowiedzieć, kiedy potknęłam się i wywróciłam jak długa. 
- Głupi kamień! - warknęłam, oglądając się za siebie. Zair kołował nad moją głową.
"To nie kamień. To jajo" - powiedział, lądując przed białym, owalnym jajem. Bo to było jajo. 
Podeszłam powoli, z niedowierzaniem wpatrując się w białą skorupę poprzecinaną srebrnymi żyłkami. 
Nie za bardzo wiem, co działo się potem. Świadomość odzyskałam nad ranem, gdy mały, biały smok siedział obok mnie i razem z Zairem wpatrywali się we mnie ze zmartwieniem.
"Dałem mu jeść, ty musisz się zebrać i wracać do domu..." - zaczął Zair, ale gwałtownie zaprzeczyłam.
- Nigdy tam nie wrócę. Jestem Smoczym Jeźdźcem i chcę wyruszyć na szkolenie.

<<C.D.N>>

czwartek, 12 lutego 2015

Otwieramy bloga!

Witam wszystkich którzy już widzieli tego bloga. Możecie już wysyłać formularze!

Pozdrawiam,
Rliey, Abigail & Maya